Michał Kulenty - wiersz napisany w szpitalu,

                           18 sierpnia 2016 r., Warszawa, Instytut Onkologii                       

Misja

 

Czy można...

wyjaśnić komuś

Bożą Miłość

w kilku prostych słowach

 

A B C

Miłości

mądrości

wolności

 

Sumienie

rozum i...

wolną wolę?

 

Czy to możliwe

żeby zrozumiał

tę niewyobrażalną

konstrukcję ...

Naszego Dobrego Pana

B o g a

 

Żeby naprawdę zaufał

a nie zwariował...

prosty dobry człowiek

krucha istota...

 

 

Duchu Święty

Bądź blisko proszę

Pomóż...

 

Taki mam właśnie plan

człowiek bardzo cierpi

 

a ja... przy Tobie...

małości się boję

[Michał Kulenty]

Nasze spotkanie z Księdzem Jerzym.

W lipcu 1984 roku - jako młodzi ludzie, wówczas po trzecim roku studiów - braliśmy udział w wyprawie niewielkiej grupy rodziny i przyjaciół. Pieszo zwiedzaliśmy najpiękniejsze miejsca w Bieszczadach. Wieczorami, w schroniskach górskich i stanicach harcerskich, przy dźwiękach gitary, śpiewaliśmy piosenki turystyczne i pielgrzymkowe, a przede wszystkim „Mury” Jacka Kaczmarskiego.

Na trasie naszej wycieczki nie mogło zabraknąć klasztoru w Komańczy, miejsca przetrzymywania kardynała Stefana Wyszyńskiego. Okazało się, że wizyta ta stanie się jednym z najważniejszych przeżyć w moim życiu. 19 lipca 1984 roku wstał piękny, ciepły, słoneczny dzień. Nasza wyprawa zbliżała się już do końca, część grupy już nas opuściła, do klasztoru w Komańczy udaliśmy się w pięć osób. Kiedy pod ciężarem plecaków zmierzaliśmy do celu, po drodze wyminął nas samochód wiozący dwóch mężczyzn. Kiedy dotarliśmy do klasztoru okazało się, że również przyjechali odwiedzić to szczególne miejsce.

Tutaj ciekawostka nie poznaliśmy Księdza Jerzego. Uczestniczyłam wcześniej w jego mszach, ale ze względu na tłumy nigdy nie znalazłam się niedaleko ołtarza i nie wiedziałam jak wygląda, zwłaszcza z bliska i bez ornatu. Reszta mojej grupy, pochodząca z Łodzi, nie miała okazji Księdza nigdy zobaczyć. Jeden z kolegów nie znał nawet nazwiska Księdza. Nie pamiętam już dokładnie w jaki sposób rozpoznaliśmy Księdza Jerzego, chyba oprowadzająca nas siostra wspomniała coś na ten temat. Pamiętam, że poczułam lekkie zawstydzenie, że Go nie rozpoznałam.

W każdym razie spotkanie było znaczące. Najpierw w naszej małej grupie – wraz z Księdzem i jego towarzyszem - obejrzeliśmy klasztor, oprowadzani przez siostrę. Najlepiej pamiętam gabinet Prymasa i chór z którego słuchał mszy świętych. Po zwiedzaniu Ksiądz Jerzy - jak zawsze otwarty na ludzi, szczególnie młodzież - nie wypuścił nas w dalszą drogę bez rozmowy i modlitwy. Znaczące jest to, że Ksiądz spotkanym przypadkowo osobom opowiadał o uczuciu osaczenia, o ciągłych rewizjach, które go spotykają, śledzeniu i obserwowaniu jego działalności. Odniosłam wówczas wrażenie, że pragnie pozostawienia jak najszerszego świadectwa, żeby jak najwięcej osób zapamiętało co Go spotyka. Wszyscy otrzymaliśmy – podpisane przez Księdza Jerzego – zdjęcia Kardynała Stefana Wyszyńskiego z modlitwą o jego beatyfikację. (Zdjęcia z modlitwą wydane były w Paryżu, to istotne, ponieważ w tamtych czasach nie było swobodnego dostępu to takich drobnych nawet przedmiotów, o znaczeniu religijnym). Jedna z koleżanek dostała „Zapiski więzienne” – też wydanie podziemne. Ksiądz zalecił nam ukrycie tych pamiątek przed ewentualnymi rewizjami. Ostrzegł nas, że w przypadku znalezienia na pewno zostaną odebrane.

Wiem, że Ksiądz Jerzy rozdawał bardzo dużo tego typu pamiątek. Po spotkaniach ze studentami, które maiły miejsce w parafii św. Stanisława Kostki, również rozdawał pamiątkowe drobiazgi. Mam wrażenie, że w przeczuciu swojego przyszłego losu dbał o to, by jak najwięcej osób otrzymało od niego przedmioty, które przypominają o Nim dzisiaj.

W dalszą drogę wyruszyliśmy z błogosławieństwem Księdza Jerzego i wspomnieniami tego znaczącego spotkania pielęgnowanymi do dzisiaj. Osobiste zetknięcie się z niezwykłym kapłanem, który wskazywał w jaki sposób wierzyć w Boga w życiu codziennym i pracy zawodowej, nie mogło pozostać bez wpływu na nasze życie. Na pewno byłoby ono uboższe, a wiara mniej silna i inna gdyby nie zdarzyły się te wspaniałe chwile.

 

nadesłane przez p. Josefa Z., z Niemiec

Mogę napisać o tym jak poznałam ks. Jerzego.

W Kazachstanie o ks. Jerzym mówi się mało lub nic. Czasem księża lub Siostry Zakonne z Polski, pracujące tam na misjach rozdają obrazki. Ja jeszcze nie słyszałam osobiście, żeby ktoś w Kazachstanie opowiadał o Nim np. na Mszy świętej. Przyjeżdżając do Polski nic o ks. Jerzym nie słyszałam. Na pierwszych zajęciach dla cudzoziemców (kurs przygotowujący na studia w Polsce), które odbywały się w Łodzi, Pani zapytała czy mówi nam coś nazwisko Popiełuszko. Nikt na sali nie słyszał o Nim. Wtedy to po raz pierwszy opowiedziała nam krótko o Nim, kim był co robił i jak zginął. Był to 2012 rok październik. Mam ten zeszyt do tej pory :)

Pamiętam, że przejęłam się  tym bardzo i w internecie szukałam więcej o Nim. Przeczytałam Jego życiorys i dowiedziałam się, że pracował w Warszawie. Kupiłam duzo książek o Nim - Homilie z Mszy św. za Ojczyznę, "Matka Świętego". Po przeczytaniu pojechałam 19 X 2012 roku na Uroczystości. Wtedy zaczęła się prawdziwa przyjaźń.Tak dobrze się czułam w tym miejscu. Miałam takie poczucie, że On teraz wyjdzie z zakrystii i odprawi Mszę. Takie żywe to było. Potem przeprowadziłam się do Lublina na studia. I dopiero tam zaczęłam tą przyjaźń pielęgnować. Słuchałam Jego kazań, czytałam wiele książek o Nim. Jego Zapiski są genialne. Zaczęłam na Facebooku szukać Jego znajomych.Tak bardzo żałowałam, że nie miałam możliwości Go poznać. Wynagradzał mi to. Posyłał mi swoich przyjaciół, osób którzy Go znali. Wychodził sam ku mnie przez nich. 

Teraz jest moim świętym. Chociaż nie znałam Go osobiście. Czasem się zastanawiam dlaczego mam do Niego takie przywiązanie i Miłość. Przecież tak się różnimy. Środowisko w którym pracował jest dla mnie dalekie, sprawy które poruszał też. Nie znam odpowiedzi, czuje, że Jego misja jest tez i moją. Im bardziej Go poznaje, tym głębsze nabieram przekonanie, że to nie przypadek. Widziałam kilka razy Jego rodzinę. Znam jego Bratanka. Rozmawiałam  z ludźmi, którzy Go znali. Byłam w Jego pokoju na plebanii. Nie wszyscy mają taki dostęp bliski do Niego. Nie rozumiem tego, ale ufam że w tym jest plan Boga i ks. Jurka dla mnie :)

W tym roku będąc w domu, przeszukiwałam stary papiery mojej mamy. Było tam wiele starych obrazków religijnych. I wśród nich znalazłam duże zdjęcie ks. Jerzego z ostatnimi słowami, wypowiedzianymi w Bydgoszczy. Byłam w szoku, tyle razy przeszukiwałam te papiery, znałam na pamięć co tam leży, a tu... Mama powiedziała, że jeszcze w 1996 roku go dał jej. 

Zobaczyłam też w kościele na ławce, na której siedzę w modlitewniku Jego zdjęcie z modlitwą. W kaplice sióstr zakonnych przy tabernakulum Jego zdjęcie. Wcześniej nie było lub nie wiedziałam po prostu tego. Przywiozłam też duzo obrazków z Nim by parafianom rozdać i opowiedzieć. Ale Ks. Proboszcz jeszcze tego nie uczynił.

Myslę, że to dopiero początek naszej wspólnej drogi z Nim.

Pozdrawiam

Inna Meshkorez, studentka z Kazachstanu [obecnie: Lublin, Warszawa]

19.X.2015r.

 

Adam Nowosad                                                            Warszawa, maj 2015 r.

 

 

W największym skrócie...

 

 

Przesłanie księdza Jerzego, jest wezwaniem do życia w wolności.

 

Wielokrotnie w swoich kazaniach odwoływał się On do istoty wolności i przypominał, że można być wolnym nawet w warunkach zewnętrznego zniewolenia.

   

Wielu powie, że to truizm, ale słowa księdza Jerzego należy traktować jak wiarygodne, męczeńską krwią okupione memento. Rozważając je, czy też kontestując, zawsze trzeba mieć przed oczyma Jego bestialsko umęczone oblicze.

 

Błogosławiony Jerzy, sam żyjąc jako wolny człowiek, ograniczany jedynie miłością do Boga i bliźniego, i nas zachęcał do wstąpienia na tę właśnie drogę.

 

Pozostawił liczne wskazówki, które pomogą ten cel osiągnąć. Jeśli o nich zapomnieliśmy, to odwiedźmy miejsce spoczynku Jego doczesnych szczątków (relikwii). To tam, niejako w depozycie, złożone są wszystkie wartości, za które ten święty oddał życie. Tam właśnie, prosząc z wiarą, możemy zaczerpnąć z tego skarbca...

 

W obecności Jego żywego serca możemy otrzymać dary, które sprawią, że nasze serce i nasze ciało staną się na powrót mieszkaniem godnym Ducha Świętego. Prośmy tylko o to, a cała reszta będzie nam dodana. Ubogaceni łaskami, będziemy już „wolni od lęku, zastraszenia i od żądzy odwetu”.

 

Kiedy osiągniemy taki stan, uprawnionym będzie twierdzenie, że wolność jest w nas. Żyjąc w warunkach prawdziwej wolności, łatwiej zachowamy godność dziecka Bożego i tym samym wypełnimy przekazany nam w ostatnich publicznie wygłoszonych słowach, zacytowany powyżej testament tego Męczennika.

 

Będzie nam też łatwiej w świadectwie Jego życia i głoszonym przez niego Słowie, odnajdywać wskazania, które uchronią nas przed zagubieniem tej jedynej, prowadzącej do Domu Ojca drogi.

 

 

Z Bogiem.

 

 

Adam Nowosad                                                                  marzec, 2015 r.

 

 

 

 

O księdzu Jerzym dziś -  krótko.

 

Co robić?

 

Rok 1980, trwała, jak wtedy myśleliśmy, odnowa… Później euforia Solidarności, stan wojenny i ekstaza walki. Rok 84, śmierć księdza Jerzego i...smuta. Rok 1989 i po krótkim zrywie, znów smuta. Tym razem długotrwała. Pogubiliśmy się w tym wszystkim. Te wydarzenia, poznańskie, radomskie, gdańskie… Te konflikty z przeszłości. Rok 68 i krakowscy intelektualiści kontra Wyszyński… Niezrozumiałe to wszystko…

 

Ksiądz Jerzy przyszedł do nas kiedy był potrzebny, tak zwyczajnie bo inni byli zajęci, czy też bali się... Mówił nam, że jeśli chcemy zmienić Polskę, to musimy najpierw zacząć zmieniać siebie… Nie zrozumieliśmy. Stara to nauka, ewangeliczna. Nie nauczał jednak, przypominał tylko. Jednego mamy nauczyciela i ksiądz Jerzy bardzo dobrze to wiedział.

 

My głupi, nie widzieliśmy tego wówczas, pamiętacie? Kiedy stawał przy Stole Słowa, tam wtedy na Żoliborzu, to jakoś tak niezwykle się odmieniał. Czy o tym wiedział? Nie widzieliśmy Go wtedy, ale On był tam. Zapewniał nas przecież: „Gdzie dwóch lub trzech zbierze się w imię Moje, Ja będę z nimi.” Pamiętacie? Dziś to widać wyraźnie, stał tuż przy Nim sam Jezus Chrystus, a my ciągle pytamy co teraz, co robić… ?

 

Szukajmy Prawdy, a Prawda nas wyzwoli… !

 

 

 

Stańmy pod krzyżem.

 

 

 

Z Bogiem

 
Anna Mularska, Warszawa
[fragment świadectwa]

[...]Jestem w wykształcenia dziennikarzem i teologiem. Obecnie robię doktorat z teologii duchowości.
Urodziłam się w 1989 r. W wieku 14 lat po raz pierwszy zetknęłam się z ks. Jerzym Popiełuszką, jeszcze Sługą Bożym. Chorując na grypę i mając wolne od zajęć w szkole, sięgnęłam po książkę "Prawda warta życia" Grażyny Sikorskiej. Od tej pory nierozerwalnie złączyłam się duchowo z ks. Jerzym, choć nie miałam nigdy możliwości poznać go osobiście.
Rok później założyłam pierwszą w Polsce grupę modlitewną młodzieży, której zadaniem było szerzenie kultu ks. Jerzego oraz modlitwa o jego beatyfikację. Grupa ta liczyła sobie w okresie "szczytu" ok. 75 osób z Polski, USA i Niemiec[...]

nasza siostra w Misji bł.ks. Jerzego 

Katarzyna Kubiak, Świnice Warckie
Pragnę stać się misjonarzem Błogosławionego Księdza Jerzego, ponieważ bardzo często doświadczam obecności tego Świętego w moim życiu - poprzez Jego wstawiennictwo u Boga i Jego wpływ na moje życie. Ksiądz Jerzy jest mi szczególnie bliski - parę lat temu objęłam Go za swojego patrona i staram się każdego dnia naśladować Go w Jego miłości do Boga i ludzi. Dziś wiem, że gdyby nie to, że "spotkałam" na swojej drodze osobę Księdza Jerzego, nie byłabym tak blisko Boga, jak jestem teraz. Poza tym decyzję o przyjęciu obowiązków misjonarza podjęłam także z tego powodu, że przyrzekłam to Panu Bogu, prosząc Go, za szczególnym wstawiennictwem Błogosławionego Księdza Jerzego o łaskę uzdrowienia z białaczki i gruźlicy dla mojej mamy. Od chwili wykrycia u niej ostrej białaczki szpikowej minął już ponad rok, w tym momencie wyniki są naprawdę wspaniałe, a moja mama czuje się bardzo dobrze. Nie mamy jeszcze pewności, czy choroba nie wróci, ale ja jestem pewna, że jeśli oddamy się Woli Bożej, to wszystko będzie dobrze. Pragnę więc chociaż w ten sposób podziękować Bogu i Księdzu Jerzemu za wszystkie te cuda.
 

Adam Nowosad, 

Warszawa, dn. 20 wrzesień 2014r.

Odpowiedź na pytanie kim w moim życiu jest błogosławiony ksiądz Jerzy jest zaproszeniem do napisania niekończącej się opowieści. Nie sposób w kilku zdaniach opisać jak wiele zmian zaszło w moim życiu od momentu, kiedy któregoś majowego dnia 1982 roku na zaproszenie kolegi, na chwilę, jak mi się wydawało, podjechałem do kościoła pw. św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu. Ponieważ trzeba jednak odpowiedzieć krótko, to wspomnę tylko, że w tamtym majowym dniu wydarzyło się coś, czego przez wiele następnych lat nie potrafiłem zrozumieć. Wystarczyło jedno spojrzenie tego, na pierwszy rzut oka dość zwyczajnego księdza, żeby zwaliły się w gruz wszystkie dotychczasowe wyobrażenia, o tym jak powinno wyglądać moje życie. Byłem początkującym przedsiębiorcą, zdeterminowanym żeby odnieść biznesowy sukces i ani w głowie była mi polityka, czy też problemy Kościoła w Polsce. Okazało się jednak wtedy, że w jednym momencie, bez chwili wahania stawiłem się do dyspozycji księdza, który był wówczas bardzo zaangażowany w organizację Mszy św. za Ojczyznę. I tak już było rok po roku. Uczestnicząc w wielu Jego działaniach  upewniałem się, że droga którą wcześniej zamierzałem podążać, była drogą prowadzącą na manowce. Punktem zwrotnym w moim życiu była chyba spowiedź generalna, którą odbyłem przed tym kapłanem, jak pamiętam, na pół roku przed Jego męczeńską śmiercią. Nigdy nie zapomnę tej chwili, kiedy po udzieleniu rozgrzeszenia przytulił mnie On mocno do swojej piersi i długo się modlił. Dziś wiem, że była to Jego rozmowa z Bogiem, w sprawie szansy na moje życie wieczne. Od tego czasu w moim sercu, w moim umyśle, zaczęły się dziać dziwne procesy - mogę je chyba nazwać poznawczymi. Powolutku zaczęły ukazywać mi się w innej niż dotychczas perspektywie, sprawy tego świata i mojego w nim miejsca. Po trzydziestu kilku latach od spotkania tego Bożego posłańca mogę stwierdzić, że przewartościowaniu uległy niemal wszystkie moje poglądy i reguły postępowania, którym niegdyś hołdowałem. Kim więc w moim życiu jest ten, który odmienił je tak gruntownie? Czy jest tylko orędownikiem przed Bogiem w setkach spraw z którymi się za jego pośrednictwem zwracam do Pana? Czy może moim przewodnikiem po najeżonych szatańskimi pułapkami drogach ziemskiej rzeczywistości. A może rozmówcą do którego zwracam się codziennie o poradę, o pomoc? Czasem myślę, że może kiedyś będę Jego nieużytecznym narzędziem, którym zechce posłużyć się wobec kogoś potrzebującego, bym mógł choć odrobinę odwdzięczyć się za wszystko co dla mnie uczynił. Potrzebowałbym wielu kartek papieru, żeby to wszystko opisać i ogromnie dużo czasu, żeby opowiedzieć o tym wszystkim czego doświadczyłem w ciągu tych lat, od czasu, kiedy zostałem przez Niego przywołany. Byłaby to być może ciekawa opowieść, tylko, czy są jeszcze tacy ludzie, którzy zechcieliby tego wszystkiego słuchać, a co gorsza przeczytać? Świat promuje dziś ideologię sukcesu i dobrobytu - tu i teraz. Tymczasem ksiądz Jerzy przywołuje nas do innej, jakże dziś niepopularnej rzeczywistości. On sam przeszedł przez swoje życie śladami naszego Nauczyciela i zachęca nas, żebyśmy wszyscy wstępowali na tę drogę, ale, czy my tego właśnie chcemy? Czy jesteśmy gotowi by zrezygnować z tak wielu błyskotek tego świata. Jeśli znajdzie się kto zainteresowany, to opowiem, czy i jak to jest możliwe. Najlepiej jednak pytajcie o to samego, wkrótce już kanonizowanego świętego Pańskiego Kościoła - księdza Jerzego Popiełuszkę.